darmowe liczniki Koty katowickie
poniedziałek, 11 lutego 2013
2013 rok

Pozmieniało się...

Do naszych trzech koteczek (przypomnę: Sisi, Gusia, Nusia) w marcu 2011 roku doszła Duszka. Po sterylizacji i oswojeniu kotki okazało się, ma ma cukrzycę i tym samym porzuciliśmy przekonanie, że Duszka jest z nami tylko tymczasowo. Została.

 

Później były dwie tymczaski Lusia i Tunia, a jeszcze później, bo 19 maja 2012 roku trafił do nas Wojtuś. Trafił i został. Wciąż rośnie napawając nas niepokojem co do tego, jak duży urośnie.

I tak żyjemy: dwoje ludzi i pięć kotów. A o kociej codzienności czytać można tu:

kocio-kwik.blogspot.com

Zapraszam:-)

niedziela, 13 grudnia 2009
Lawinowo...
Pod koniec października trafili do nas Kavka, przygarnięta w podwórka, i Rambo, wyłowiony z rzeczki. Rambo, będąc maleńtasem kocim błyskawicznie znalazł dom, z Kavką, około roczną panienką, było nieco trudniej.
Trafiła na czas jakiś do pewnego pana, by później wrócić do nas. Ale już za kilka dni wieziemy ją do Rodziców, gdzie wraz z czarnulką Ciri będą stanowiły domowy zwierzyniec.

Wciąż, rzecz jasna towarzyszą, nam Sisi, Gusia i Nusia:)

Zapraszam na kocio-kwik.blogspot.com

 

poniedziałek, 22 czerwca 2009
Kocie nieszczęścia
W Cichym Kącie przepełnienie. Pod opiekę Katowickich Niekochanych w ciągu dobry trafiło 14 kotów. Najbardziej potrzeba jest, by znaleźli się ludzie, którzy w kotach schroniskowych dojrzą te, na które czekali. Ale potrzeba też karmy, klatek, misek, miękich wyścielideł do klatek, leków, wolontariuszy, pieniędzy.

Pomóżcie! Każdy może pomóc!

P.S. Ogłoście ten apel z linkami na swoich blogach, proszę.
wtorek, 03 lutego 2009
Przypomnienie
Naszą Kocią rodzinę stanowią teraz trzy kotki... Prawdziwy Kociokwik..
 
Zapraszam na kocio-kwik.blogspot.com:))))))))))
sobota, 29 listopada 2008
Gdyby ktoś...
wiedziony reklamą zamieszczoną w okolicach tablicy rejestracyjnej naszego autka, tu zajrzał - to nieodmiennie zapraszam na 
kocio-kwik.blogspot.com :)
 
P.S. Zerknęłam do statystyk. Notują one, ze codziennie wchodzi tu około 100 osób. Hm?;) 
sobota, 17 maja 2008
Szanowne Panie! Szanowni Panowie!
Przez ostatni czas dokonywałam pracy tytanicznej. Nie waham się użyć tego słowa i mam nadzieję, że wkrótce potwierdzicie, że jego użycie jest w pełni uzasadnione. Otóż tytaniczna praca polegała na przenoszeniu bloga na inną niż blox platformę blogową. Skopiowałam wszystkie, prócz kulinarnych, wpisy. Skopiowałam wszystkie komentarze (przy kopiowaniu jednych i drugich uśmiechałam się w wzruszałam na przemian). I jak już to wszystko zrobiłam mam przyjemność zaprosić Was na:

www.kocio-kwik.blogspot.com

Dziękuję tym, którzy odwiedzali nas na Blox-ie i wyrażam nadzieję, że podążą za nami i na Blogspot.
 
Dziękuję tym, którzy pomogli zadbać mi o wygląd Kociokwika – Darii, z poświęceniem wykonującej szablony, i Siwej, gdyż dzięki niej, po 27 marca, mogłam ilustrować wpisy zdjęciami.

Dziękuję tym, którzy mają Kociokwik w polecanych blogach i proszę, aby, jeśli wciąż chcą zachęcać na swoich stronach do odwiedzania Sisi i Gusi, uaktualnili adres.

Dziękuję tym, którzy zaprzyjaźnili się z nami, pisali ciepłe słowa lub odwiedzali bez pisania. Bardzo proszę, żebyście nas nie zostawiali:)

Gdyby ktoś chciał znać powody przeprowadzki - oto kilka z nich: sama mogę zmieniać wygląd bloga, bez dodatkowych umiejętności typu znajomość css-a ( a ja leniwa jestem i css-a uczyć mi się nie chce), mnóstwo miejsca (po przeklejeniu całego Kociokwika zajmuję 16% powierzonej mi przestrzeni) i ogólnie pojęta funkcjonalność. Mam już dwa blogi na blogspocie i jestem zadowolona z tego internetowego podwórka, więc zabieram tam kolejną zabawkę. Choć nie z urazy wobec poprzedniego podwórka. Raczej z sentymentu do nowego…

Zatem nie pozostaje mi nic innego niż zaprosić Państwa do nowego Kociokwika:)

P.S. Przy komentowaniu na blogspocie można wybrać opcję „Nazwa/adres URL” i wpisać podobnie jak na blox-ie.

czwartek, 15 maja 2008
Kompromis, nieco wymuszony
Znany już szerokiemu gremium kocyk stał się wczoraj przyczyna mojego niepokoju o zdrowie Gusi. Gusia spała, spała i spała aż około 13 zaczęłam martwić się o jej zdrowie. Zmartwienie to zupełnie niepotrzebne okazało się być popołudniem kiedy to Kociątka postanowiła podnieść się, przeciągnąć, zjeść małe co nieco i radośnie galopować z Sisulkiem. Pomna porannych doświadczeń z zajętym kocykiem Sisi właściwy fotel zajęła już wczesnym wieczorem. Gusia zaglądała nań, próbowała szukać pomocy u nas (spacerowała pod nogami, opierała o nas łapki, patrzyła znacząco), ale nie angażowaliśmy się w koci spór o to, kto i kiedy może spać na kocu, a kto i kiedy nie. To skłoniło Gusię do sięgnięcia po metodę ostateczną. Kolejny raz zbliżyła się do fotela, wskoczyła na niego i, co nowe, zaczęła się układać koło Sisuleńki. Na co mamy dowód.
 
 

Doszliśmy do wniosku, ze nie będziemy szukać drugiego koca, ani ciąć tego. Niech śpią razem:)

wtorek, 13 maja 2008
Siedzę i patrzę
Kotki za moimi plecami uprawiają galopadę połączoną z zapasami. Większość dnia oczywiście przespały; umościły się w najbardziej nasłonecznionych miejscach i zapadły w letarg. Przerwy w śnie następowały jedynie po to, by dogonić ten kawałek podłogi, na który najsilniej świeci słońce.

Gusia, ku naszemu zdziwieniu, porzuciła miskę. Może poczuła się do niej za duża? Zalega teraz najchętniej na lodówce lub na stole pracowym. Koszyk omija z uporem godnym podziwu.
Sisi natomiast często i chętnie śpi w koszyczku. Jeśli nie ma jej na fotelu, to z pewnością zwinęła się w kłębek w swoim M1.

Czasami odkładam książkę i podchodzę do śpiących kotów, żeby przytulić się do ich ciepłych brzuchów. Czasem nie chcąc przerywać im snu po prostu siedzę i patrzę. Głaszczę, gdy Sisi biegnie gdzieś we śnie, głaszczę Gusię, która trzęsie się jakby przerażona lub śmieję się na widok ich uśmiechniętych zaspanych pyszczków.

poniedziałek, 12 maja 2008
Dwa Noski i Buzia

Dziś na chwil parę w naszym domu zagościły trzy kotki. Z racji umaszczenia nazwane przeze mnie Białym Noskiem, Czarnym Noskiem i Czarną Buzią. Płci rzeczonych nie udało nam się stwierdzić.

 

 

Sisi i Gusia najpierw zrobiły obrażone miny, a potem porzuciły wydziwianie i przestały kryć ciekawość.

 

Maluchy są w domu tymczasowym u Aquitqrius.

Kocykowa pełnia szczęścia
Z racji pobytu gościa na przepastnych głębin wersalki wyciągnęty został koc. Kociaste natychmiast to wykorzystały.
 
 
 
niedziela, 11 maja 2008
Codziennie jest tak
 

sobota, 10 maja 2008
Czulimy się
 


piątek, 09 maja 2008
Głaskanie i miętolenie

Codziennie popołudniu słychać głośnie pukanie do drzwi. Sisi biegnie rozradowana, Gusia zaciekawiona wystawia łepetynkę zza ściany. Do naszych Kociuszek codziennie przychodzą goście. Spotkania odbywają się na neutralnym korytarzowym gruncie. Sisi jest wypuszczana na korytarz i zaczyna się szaleństwo głaskania, miętolenia i poddawania się głaskaniu i miętoleniu. Gusia siedzi koło mnie na progu lub zapobiegawczo ucieka do kuchni; zbyt wiele osób, zbyt głośno – ona tak nie lubi. Za to Sisi?! Wręcz bryluje w towarzystwie (o ile tak można powiedzieć).


Zdjęcie przedstawia wzajemna kocią aktywność:

 

I Gusię: 

 

 

czwartek, 08 maja 2008
W paczce...

 

od Cioci Hersylii była piłeczka, myszka dla kotków i różności dla nas. W związku z prezentem - piłeczką cały ranek spędzamy we trzy, Sisi, Gusia i ja, na korytarzu:)
Dziękuję Hersylio za niespodziankę:) 

 

środa, 07 maja 2008
Wycieczka
Wczoraj zabrałam Kotelki na wycieczkę. Sisi znała już zwiedzane miejsce z poprzedniego pobytu, ale dla Gusi było to pierwsze mieszkanie poza naszym, które odwiedziła. Wizytę w mieszkaniu zaczęłam od wypuszczenia kotów i schowania wazoników ze sztucznymi kwiatami.
 
 
 
 
  
  
wtorek, 06 maja 2008
Słonecznie
Dziś około 5 Sisi przyszła mi powiedzieć, że miski są puste. Lizanie twarzy nie dało mi do myślenia, więc rozpoczęło się drapanie. W szybę. Czym prędzej powędrowałam do kuchni.

Koło 8 spały obydwie, ale dźwięk wody płynącej z kranu postawił Gusię na nogi. Sisi zażyczyła sobie porannego spaceru, a później wyszłam z domu i tylko z smsa wiem, że spały.

Przywitały mnie w progu mieszkania, ucieszyły się z mojego powrotu i zaległy na słońcu. Stoczyły niewielki bój, wzgardziły jogurtem bałkańskim, po który wczoraj dreptałam do sklepu i zapadły w nasłoneczniony sen. Wcale im się nie dziwię.


Zdjęcia od M.
 

poniedziałek, 05 maja 2008
Pool
 Dziś o 18 zawieźliśmy Poolusia do nowego domku, do Małgosi.
 
 

 

  

 

 

 

 

 

 

niedziela, 04 maja 2008
Długi weekend pełen wrażeń
W środę, u progu długiego weekendu, zawieźliśmy Kaję i Maksa do domu tymczasowego. Czekała na nich Dobra Pani i dwa inne koty (później okazało się, że był jeszcze jeden kot, ale o tym można przeczytać tu).
 

Czwartek upłynął nam na bardzo miłym spotkaniu rodzinnym i przebłagiwaniu kotów (bo zostawiliśmy je same na dłuższy czas).

W piątek wprowadziły się jaskółki. Z przyczyn bliżej mi nieznanych do jednego gniazda przylatują cztery ptaszki. Koteczki zasiadły na parapecie, i gdyby to było porządne kino, dostarczyłabym im przegryzkę;) Ptaszęta oglądane były zaciekle czas dłuższy, ale w końcu nadszedł czas na sen i mimo walki z zamykającymi się ślepkami trzeba było poświęcić się marzeniom sennym. Teraz już jaskółki spowszedniały na tyle, że Kotelki wykazują zainteresowania, gdy siedzą na parapecie. Ale tak spokojnie…
 

W sobotę rano, po sms-ie od I. pomyślałam, że pojadę do schroniska i choć Kotencje wygłaszczę. W klatkach na korytarzu była Frania (już po operacji, usilnie domagająca się pieszczot), Zefirek (którego rozpiera energia), bardzo chory kot (zabrano go do uśpienia) i srebrny maleńtas . Poszłyśmy też z M. do Kociarni, nakarmić, wygłaskać i porobić zdjęcia. Przyłapałyśmy Zgredzię na spacerze, myziastego Tola, uroczo pozującą Baśkę i oczywiście głaskliwą Lonię (miał ktoś po nią przyjechać, był?). Dziewczyny stwierdziły, że maleńtasa trzeba zabrać jak najszybciej, bo on jeszcze nie może być szczepiony, a on innych kotów w schronisku może załapać jakieś choróbsko. I, że takiemu sreberku szybko znajdzie się dom. Intuicja tych, którzy podejrzewają, że go zabrałam, jest słuszna. Z. i Ko-córki nieco się zdziwili gościem, przy czym Sisi i Gusia długo chodziły zdumione i jakby naburmuszone.

Mały, o wdzięcznym imieniu Pool, jest naprawdę mały. Zapomniałam już, że Sisi była taka malutka. Dzielnie kroczy, wspina się i zeskakuje. Poluje na anakondy Kotelek, a one nie chcąc zrobić mu krzywdy zabierają ogony i siebie poza pole rażenia wszędobylskich łapek. Pilnują go na zmianę, to Sisi idzie go obserwować, to Gusia za nim drepcze. Ku mojemu zdziwieniu Gusia pierwsza do niego podeszła i próbowała go polizać. Sisi bardziej się zdystansowała.

Wczoraj wszyscy troje dostali gotowaną rybę. I odbył się koncert na ciamkanie.
 
 
 

Podczas, gdy mały spał wtulony w Z. Gusia przypomniała sobie o swoim zamiłowaniu do wody i towarzyszyła mi przy wieczornej toalecie. Sisi natomiast maksymalnie wyluzowana leżała na ulubionym fotelu.
 
 

W nocy kilkakrotnie przemaszerowały przeze mnie wszystkie koty (Sisi i Gusia pilnowały małego, a że on spacerował po mnie, to i one czuły się w obowiązku), potem Pool przyuczał się do gry w szachy, a na koniec wdrapał się na łóżko, wcisnął się pod moją brodę i zasnął. Sisi zasnęła na fotelu, Gusia na krześle.
 

Pool szuka dobrego domu. Korzysta z kuwety, jest przyjacielsko nastawiony, spragniony ciepła i miłości. Jeśli ktoś chciałby zaprosić go do swojej rodziny proszę o e-maila.

Dobrej niedzieli życzę wszystkim. A mojej Siostrze składam najserdeczniejsze życzenia urodzinowe:)

sobota, 03 maja 2008
Waga jakby ciężka

 

Mam niejasne wrażenie, że Kotelki ostatnio nabrały ciała. Coraz trudniej przychodzi mi uniesnienie każdej z nich jedną ręką, jakoś tak więcej miejsca zajmują w misce, a przytulenie na leżąco nie może trwać zbyt długo, szczególnie jeśli kot leży gdzieś w okolicy klatki piersiowej.

Czy Wasze kotki też "urosły"? 

piątek, 02 maja 2008
Nowe fijołki
Gusia, ilekroć podchodzę do lodówki i wyciągam karton mleka, patrzy na mnie błagalnie. A jak już dam się namówić na częstowanie jej mlekiem, to aż się uśmiecha. I wypija natychmiast wszystko, co wlałam na spodeczek. Wiem, dorosłym kotom nie powinno się dawać mleka, bo nie trawią. Ale Gusia trawi.Jogutrem naturalnym firmy Zoot wzgardziły obydwie.

Sisi ostatnio posługuje się specyficznym kodem komunikacyjnym. Zdejmuje z maszyny szpulkę nici, przynosi ją do pokoju i oznajmia nam w ten sposób, że pora iść z kotem na spacer albo się pobawić. Ale po tym jak w ramach protestu przeciwko pustej misce ciągnęła ową miskę z kuchni do pokoju lub zrzucała ją z komody, po tym, jak przynosiła korek lub gąbkę kiedy chciała nam coś zasugerować, szpulka nici nie dziwi. Świadczy tylko o rozwoju emocjonalnym kota.

czwartek, 01 maja 2008
Różne takie
Dzień obfitował w różne wydarzenia dziejące się poza domem. Gdy już więc wróciłam, kotki przyszły zaszczycić mnie swoją obecnością. O tak:
 

Sisi nieodmiennie okazuje swe głębokie przywiązanie do Pani Sąsiadki. Miauczy, żeby wyjść z nią na korytarz, a wypuszczona przyjmuje taką postawę.
 
Oczywiście pod drzwiami rzeczonej Sąsiadki. Próbuje również zagadywać do niej przez drzwi i popchnąć drzwi łapkami, a nuż ustąpią.
wtorek, 29 kwietnia 2008
Spokojny sen i zatroskanie
 
 

 




poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Bziki
Sisi ma bzika na punkcie spacerów korytarzowych. Gusia zbzikowała na punkcie wody z kranu. A jakie bziki mają Wasze Kociaste?
niedziela, 27 kwietnia 2008
Chwil kilka z poranka
Sisi na fotelu. Gusia, nieco spadawczo, leży na krześle przykrytym żółta poduszką. Obydwie śpią. Wchodzę do łazienki, gdzie niemal natychmiast materializuje się Guziczek. Wpatruje się badawczo to we mnie, to w kran. Cieniutki strumyczek płynącej wody powoduje, że Gusia wskakuje na krawędź umywalki i próbuje złapać spadające krople. Łapką lub pyszczkiem. Sisi podnosi zaspane ślepka, gdy przechodząc do kuchni głaszczę ją na „dzień dobry”. Otwieram szafkę, a po mojej nodze wspina się Gusia. Bezgłośnie oznajmia „Zobacz, miski są puste”. Podczas napełniania misek pojawia się Sisi. Ko-córki zjadają witaminy, myją się, budzą powoli do życia.

Sisi miauczy pod drzwiami. Gdy nie reaguję przynosi z kuchni szpulkę czarnych nici ściągniętych z maszyny. Rzuca je na środku pokoju, bawi się nimi i zerka czy zauważyłam. Znów miauczy. Wypuszczona biegnie pod drzwi pani Sąsiadki, w której, jak sądzę, się zakochała. Leży na sąsiadkowej wycieraczce, na futrynach zostawia swój zapach pocierając o nie policzkami. I czeka, czeka, czeka nasłuchując dźwięków wydobywających się z mieszkania Sasiadki.

Gusia przybiega do łazienki zawsze, gdy słyszy, że tam wchodzę. I obojętnie co robię, czeka aż odkręcę kran. „Kilka kropel wody uszczęśliwi Twojego kota” – byłby z tego dobry slogan reklamowy?

Idę zmienić wodę w kociej misce. I jeszcze w dzbanku do podlewania kwiatów, który służy jako dodatkowa pijalnia. Sisi odkryła, że róża stojąca w kubku na lodówce zanurzona jest w wodzie i że stamtąd też można pić.

Gusia odczekała, aż sprzątnę kuwetę i zaraz do niej pobiegła. Zaczyna brakować foliowych reklamówek.

Kociaste urządzają krótki sparing. Trzeba im poprzycinać pazurki, żeby było mniej boleśnie. Chowają się pod fotelem, przebiegają przez łóżko, stół, słyszę jak skaczą na szafkę w przedpokoju. Leżą zmęczone.

Głaszczę je… Sisi liże mnie po ręce, Gusia odwraca się na plecy i nadstawia plamiasty brzuch. Wtulam się w kocie ciepło…
 
 
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 23